poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 49 ( Pragnę Cię )


Brunetka oparła ręce o blat, zwieszając głowę w dół i wzdychając cichutko. Jej brzuch odmawiał współpracy, a niedawno zjedzona kolacja, nagle zapragnęła wydostać się na zewnątrz.

Trójka siedzących na kanapie mężczyzn, przerażało ją. Każdy był kimś innym, wiązały się z nim inne wspomnienia czy plany na przyszłość. Byli skomplikowani osobno, a w momencie, kiedy znajdowali się razem, przypominali fajerwerki, które mogły wybuchnąć w każdym momencie.

I tego chyba najbardziej się bała. Brody i Jerry nigdy nie należeli do rozsądnych osób. Działali pod wpływem impulsu czy nawet ich obecnego humoru, przez co często popełniali błędy, które tym razem mogły dużo ją kosztować.

Nie potrafiła jednak zrozumieć, dlaczego obaj postanowili wrócić w momencie, kiedy jej życie zaczynała wracać do normy, kiedy poznała kogoś, kto był warty jej serca, kto chciał być jego warty.

- Hej... - mruknął Justin, przyciskając się do jej pleców. Jego palce, splotły się na jej brzuchu, a nos powoli trącał szyję, przesyłając przyjemny prąd wzdłuż kręgosłupa.

Brewer obróciła się w jego stronę, kładąc dłonie na jego ramionach. Nie musiała się wysilić by dostrzec troskę, która biła od jego oczu, jednocześnie ukrywając złość. Wiedziała, że sam stara się odnaleźć w tej sytuacji, ale była mu wdzięczna, że pomyślał również o niej.

- Wszystko w porządku? - spytał, starając się jednocześnie odwrócić jej uwagę cudami, które wyprawiał z jej ciałem.

Jego zęby delikatnie podgryzały skórę jej szyi, by następnie jego usta mogły złagodzić te działanie, przez ssanie. Sprawiało to niewielki ból, jednak był to ten jedyny rodzaj cierpienia, którego ta chciała. Miała wręcz wrażenie, że go potrzebuje.

Jęknęła cichutko, odruchowo przyciskając biodra do jego ciała. Od kilku godzin czuła okropny niedosyt, który powiększał sie z każdym, nawet najmniejszym dotykiem ze strony Justin'a. Miała wrażenie, że zaczyna wariować, tracić kontrolę nas sobą i mimo, że dwójka mężczyzna siedzących tuż za ścianą, w każdym momencie mogła ich nakryć, nie potrafiła się opanować.

Wszystko było dla niej takie nowe, a jednocześnie takie znajome. Przynosiło niesamowitą przyjemność, a fakt, że musiała czekać na ich pierwszy pocałunek, jeszcze bardziej ją podniecał.

- Tak bardzo chcę cię pocałować - wymruczał, sunąc wargami po jej policzku.  

On sam zaczął, żałować momentu, w którym, ten głupi pomysł opuścił jej usta.

Czekać? Cholera, dlaczego właściwie chciał czekać. Brooke była przeszłością. Jedną wielką pomyłką, którą mógł dopisać do listy. Nigdy nie czuł się wyjątkowo, kiedy oglądali razem film czy spędzali czas w ulubionej kawiarni. Dlaczego więc tak bardzo bolało, kiedy odeszła?

-Więc zrób to - szepnęła brunetka, owijając ramiona wokół jego szyi i przyciągając go bliżej siebie, dzięki czemu ich nosy stykały się.

White spojrzał ponownie na jej usta, starając się za wszelka cenę uniknąć rzucenia na Amy. Chciał jej zasmakować. Chciał i najprawdopodobniej już dawno złamałby własne postanowienie, jednak siedzący w salonie mężczyźni powstrzymywali go o tego.

Nie bał się, że ich przyłapią. Szczerze - nawet by mu się to nie przeszkadzało. Nie chciał jednak by brunetka pocałowała go ze względu na Brody'ego. Nie musiał się wysilać by dostrzec iskry, które ciągle między nimi buzowały. Mieli więź, a on nie był pewny, czy ta chce ją zerwać.

- Justin proszę - wymamrotała, niewinnie muskając jego usta - Nie wytrzymam dłużej. Pragnę Cię.

Przygryzła wargę, wskakując na blat i pośpiesznie objęła go nogami w pasie, przyciągając go bliżej siebie. Tym razem nie miała zamiaru mu odpuścić. Wiedziała, że tego chce - zdradzały go oczy.

- Bardzo- dodała, ujmując jego twarz w dłonie i delikatnie musnęła jego wargi. Był to zaledwie niewinny gest, który przypominał pocałunek sześciolatków.  Wystarczył jednak, by brunetka poczuła przyjemne łaskotanie w dole brzucha, niczym tysiące motylków, dźgających ją skrzydełkami.

- Amy - ostry głos Brody'ego rozszedł się po kuchni, jednocześnie przerywając parze tak długo wyczekiwany moment - Możemy porozmawiać?

White wypuścił powietrze przez usta, zaciskając ręce na końcu blatu. Miał ochotę uderzyć Andersona. Nie znał go, wiedział jedynie, co zrobił - jego - dziewczynie. I to mu wystarczało. Brunet zniszczył tą małą kruszynkę, a on nie miał zamiaru ponownie na to pozwolić.

Nie mógł zabronić jej się z nim spotykać, ale nie było mowy, żeby pozwolił mu ją odzyskać.

- Już idę - szepnęła, spoglądając w oczy Justina.

Ten jednak nie miał zamiaru tak po prostu odejść. Pośpiesznie objął ją w talii, stanowczo przyciągając ją do siebie. Nie był pewny czy powinien, ale zanim zdążył to przemyśleć jego zęby chwyciły jej dolną wargę, delikatnie za nią ciągnąc, by na końcu kojąco przyjechać po niej językiem.

- Pośpiesz się.

***

Blondynka uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Jack pocałował jej szyję.

Była szczęśliwa i nie potrafiła, ale przede wszystkim nie chciała tego ukrywać. Miała wszystko, czego potrzebowało. Pierwszy raz w życiu nie miała nic przeciwko swojemu zdjęciu na pierwszej stronie kolorowego magazynu. Chciała, żeby inni wiedzieli. Żeby zazdrościli jej cudownego narzeczonego, oraz dziecka, które według niektórych ludzi miało zniszczyć jej karierę i życie.

- Wszystko w porządku? - spytał Brewer, okrywając ukochaną ciepłym kocem - Nie jesteś śpiąca? Może chcesz jeść?

- Jest dobrze Jack - odparła, mocniej wtulając się w jego tors - Nie mogłoby być lepiej - wyszeptała cichutko, po raz kolejny spoglądając na błyszczący w ciemności pierścionek.

Nie mogła wyrazić jak dużo znaczy dla niej ta mała błyskotka.

- Na pewno? Jest dość zimno, a nie chce żebyś się rozchorowała.

- Na pewno - wymamrotała - Ale to naprawdę słodkie, że pytasz - dodała.

Brunet zawsze się nią przejmował, a od kiedy zaszła w ciąże stał sie wręcz nadopiekuńczy i mimo, że powinna się do tego przyzwyczaić, nie potrafiła. Tak samo, jak nie mogła zrozumieć jak sobie na to zasłużyła.

- Jakbym nie mógł? Jesteś dla mnie najważniejsza i to ja jestem za ciebie... za was odpowiedzialny. Nie pozwolę was skrzywdzić -powiedział, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

- Kocham cię - odwróciła się do niego przodem i wspięła na jego kolana, by cmoknąć go w usta - 
Pójdziesz ze mną jutro do ginekologa? Nareszcie możemy poznać płeć dziecka - pisnęła, zarzucając mu ręce na szyję.

Mimo, że jej jedynie zależało na zdrowiu dziecka wiedziała, że Jack nie może się już doczekać wyników USG. Chłopak już od dłuższego czasu chciał odnowić apartament, włączając w to budowę pokoiku dla dziecka, jednak musiał czekać by wybrać kolor ścian, mebli i reszty akcesori.

- Wiesz, że tak - odparł, przejeżdżając nosem po jej policzku - Zadzwonię przy okazji do Gii i umówię nas na spotkanie.

Crawford zmarszczyła nos, nie do końca zadowolona z pomysłu ukochanego. Nie dość, że jej ostatnie spotkanie z dawną znajomą nie przebiegło najlepiej to miała również wrażenie, że kobieta flirtuje z Jack'iem, a od kiedy jej buzowały w niej hormony, denerwowało ją to jak nigdy wcześniej.

- Coś się stało? - spytał, delikatnie muskając jej nosek.

- Czy musimy zatrudniać akurat ją? - westchnęła, niczym naburmuszone dziecko - Nie chce, żebyś przebywał w jej towarzystwie. Jesteś mój - nie będę się tobą z nikim dzielić.

-Dokładnie -jestem twój, więc przestań się martwić - owinął, ręce wokół jej talii, przyciągając ją bliżej siebie - Nigdzie się nie wybieram.

- I tak mi się to nie podoba - westchnęła, na co Brewer zaśmiał się cichutko.

***

- O czym chciałeś rozmawiać Brody? - spytała brunetka, zamykając drzwi od swojego pokoju.

Jej relacje z Andersonem były skomplikowane i ta nie miała zamiaru udawać, że wszystko jest w porządku. Nie miała ochoty na awantury, ale nie wyobrażała sobie powrotu do ich dawnych stosunków. Przeszła przez piekło i nie chciała ponownie tego robić, mimo, że jej terapeuta wielokrotnie proponował jej, spróbować zaprzyjaźnić się z byłym chłopakiem.

- Kto to do cholery jest?! - warknął, zaciskając dłonie w pięści.

- Nie rozumiem, o co ci chodzi - westchnęła, krzyżując ręce na piersiach.

- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! - prychnął, starając się opanować buzujące w nim emocje - Ten... koleś cię dotykał! Jeżeli bym wam nie przerwał to pewnie pieprzylibyście się na kuchennym blacie, a ty się pytasz, o co mi chodzi?!

- To nie twoja sprawa, co, z kim robię... Nie będę leżeć na kanapie i płakać, bo mój chłopak mnie zostawił! - przynajmniej staram się tego nie robić.

- Mylisz się Ams... to jest przede wszystkim moja spraw, bo cię kocham i nie pozwolę ci odejść - powiedział, powoli podchodząc w stronę brunetki.

Brewer zastygła i miała wrażenie, że czas zatrzymał się na krótką chwilkę. Nie mogła uwierzyć, że Brody naprawdę wypowiedział te dwa słowa.  Były one niczym kubeł zimnej wody, który przewrócił wszystko do góry nogami.

- C-co? - wymamrotała, czując jak przyjemny prąd przebiega przez jej ciało, kiedy jego dłonie przyciągnęły ją bliżej swojego ciała.

- Kocham cię maleńka... Nigdy nie przestałem- wymruczał do jej ucha, delikatnie przygryzając jego kawałeczek - Te tygodnie bez ciebie były okropne. Wiem, że to nie w porządku, ale nie wytrzymam dłużej bez ciebie.

Jego usta zaczęły muskać jej szyję, a dłonie powoli zjechały na jej pośladki, delikatnie je ściskając. Było to tak przyjemne, że ledwo udało jej się powstrzymać jęk rozkoszy. Wiedziała, że było to złe, jednak euforia na krótką chwilę zamgliła jej oczy. Nie rozumiała dlaczego dalej reagowała na jego dotyk... Przecież nic już do niego nie czuła. Nie kochała go.. Prawda? 

- Brody... Przestań... - powiedziała stanowczo, starając się go odepchnąć.

- Co się stało kochanie? - spytał, trącając jej policzek nosem. 

Wiedział, że popełnił w życiu wiele błędów, jednak tym razem nie miał zamiaru odpuścić. Zapomnieć i ruszyć dalej z nadzieją, że pewnego dnia zapomni, tak jak zapominał zawsze. Tym razem za bardzo mu zależało. Tym razem jego serce ni było już jego - należało do Amy Brewer i właśnie tam miało zostać. 

- Nie możemy.

- Oczywiście, że możemy.. O co ci chodzi? -zmarszczył czoło, starając się zrozumieć wypowiedziane przez nią słowa.

Przecież wszystko było dobrze. Wszystko zaczęło się ponownie układać. 


- Po prostu nie mogę... Nie teraz...Przepraszam - wymamrotała i pośpiesznie opuściła pomieszczenie, zostawiając  zszokowanego chłopaka za sobą. 

Egzaminy są już na całe szczęście za mną i nie powiem, że jestem z nich całkowicie zadowolona, ponieważ przedmioty, które kompletnie mi nie idą, których po prostu nienawidzę i nic o nich nie wiem poszły mi lepiej niż te, które lubię, no ale nie można mieć zawsze wszystkiego co się chce.
Mówiąc jednak o rozdziale to tak jak przypuszczałam końcowy efekt nie podoba mi się tak bardzo, jak rozdział podobał mi się na początku. Jest jednak w nim to co chciałam w nim zawrzeć, a nie chce go niepotrzebnie przedłużać, bo zrobi się nudny.
Na końcu mam do was pewne pytanie. Ponieważ za dwa dni zaczyna mi się przerwa świąteczna, co oznacza, że będę mieć więcej czasu, więc pomyślałam, że mogłabym napisać w tym czasie jakąś krótką historię.. Obecnie mam dwa pomysły :
 1. Poradnik dla faceta : Kilka krótkich porad, słów, które miały jedynie pomóc zrozumieć kobiecy świat sprawią, że życie Scarlett zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, a nietypowa, niesamowicie kusząca propozycja pozwoli jej zasmakować czegoś, o czym nigdy nawet nie marzyła.
 2. 50 dni : Czy dwie, całkowicie obce sobie osoby mogą stworzyć szczęśliwy związek w zaledwie 7 tygodni?
To chyba tyle... Napiszcie mi proszę czy chcielibyście w ogóle coś takiego przeczytać, a jeżeli tak to które :*

Obserwatorzy